poniedziałek, 24 lipca 2017

Nowe pióro aż prosi się o PISANIE!


Niedawno z pewnej doniosłej okazji otrzymałam od mojego Brata z rodzinką przepiękne pióro LAMY Rose gold, za którym szalałam już od jakiegoś czasu i marzyłam i pragnęłam go..
Nie spodziewałam się takiego prezentu, w związku z czym cieszyłam się jeszcze bardziej, niż można by się domyślać :)

Oczywiście zaraz po powrocie znad morza zabrałam się do pisania.
LAMY jak zwykle mnie nie zawiodło. Te pióra są niesamowite - leciutkie, wygodne, idealnie dopasowane do ręki. Stalówka jest odpowiednio długa, żeby pisało się dobrze. Ta ma rozmiar F.

Najlepiej ćwiczy mi się pismo poprzez przepisywanie tekstów piosenek. Robię tak już od jakiegoś czasu. Wstyd się przyznać, ale tym razem już od tygodnia w mojej głowie ciągle wybrzmiewa...

DESPACITO :'D

Wobec czego zabrałam się za przepisywanie tego właśnie dzieła! xD

Muszę przyznać, że nie było łatwo, ale pisało się naprawdę przyjemnie. Aż chce mi się więcej! A dzisiaj w urzędzie wypisując papiery ręka szła mi o wiele sprawniej niż dotychczas.. Byłam z siebie nawet dumna xD
Dlatego za ćwiczenia - Fonsi, Lamy - dziękuję! XD

Jeszcze nie wszystko stracone!


Muszę przyznać, że przez pierwsze dwa tygodnie lipca ćwiczyłam codziennie! No, może 2 dni odpuściłam, ale przez te dwa tygodnie dawałam czadu i nawet nie miałam zakwasów :D
Na przemian Skalpel-Killer, Chodakowska oczywiście!

...a potem dostałam okres a potem wyjechałam nad morze i przepadło |D

Teraz wróciłam!
I mam nadzieję, że wezmę się znowu w garść!

Tak paskudnie zaprzepaścić to, do czego już udało mi się dojść w ciągu tych dwóch tygodni? O NIE! Już zdążyłam czuć się i wyglądać (!!!) lepiej, naprawdę. WARTO.
Widać efekty i to jest piękne.

CHODA SIŁ MI DODA <3

Kawy w Pobierowie


No i byłam na wakacjach! I pomijając fakt, że było świetnie, to kaw przewinęło mi się kilka :)
Także.. W Pobierowie wypróbowawszy parę miejsc, próbowałam znaleźć to z najlepszą kawą.
A zatem.
Pierwszy był Deserland, w którym zakochałam się ze względu na najlepsze nadmorskie gofry, jakie kiedykolwiek jadłam. Nad morzem, podkreślam. Zawsze idealnie dopieczone, idealnie słodkie i chrupiące i pyszne, no z cukrem pudrem - idealne. A co do kawy? Cóż. 
Zamówiłam cappuccino, a dostałam coś, co raczej przypominało latte. Było niezłe, ale jednak zdecydowanie za słabe. Mleko o smaku kawy :'D


Kolejne było cappuccino w LEMONie. To miejsce zostało nam polecone, dlatego też kiedy się tam udaliśmy.. no i zobaczyliśmy te ekstra KOSZE w biało-żółte pasy, no to już wiedziałam, że muszę spróbować. Tym bardziej, że bardzo wiało, a kosze są mega przytulne i osłaniają przed zimnem.
Było miło. Obsługa też bardzo przyjazna. Jednak kawa.. gorzka, mocna, nie za dobra :< pianka taka sztuczna, jakby ją z proszku robiono.. Niestety.


No i kawa ostatnia. Zrażona mocą cappuccino w LEMONie, w Melbie zamówiłam latte. No i znowu, trochę za słabe xD Znaczy, całkiem w porządku ogólnie rzecz biorąc, podejrzewam, że cappuccino byłoby świetne, no ale żem latte zamówiła i trudno-świetnie. Let it be.
Za to miejsce fajne, choć ludzi bardzo dużo i wszędzie. Jednakowoż ładnie, jasno i miło.

Najlepsza kawa w Pobierowie?
Nie znalazłam. Ale jeśli o Deserland i Melbę chodzi, to tam jak najbardziej można próbować!

Kosmetyki miesiąca 2 - urodzinowy MiniBeautyBox


Jak już wspominałam, czerwiec był miesiącem moich urodzin, a co za tym idzie - dostałam całkiem sporo prezentów, wśród których znalazło się mnóstwo kosmetyków.
Już wszyscy chyba wiedzą, że to lubię :'D

Od razu przechodząc do rzeczy, zacznę od mniejszego Beauty Boxu, który dostałam.

Na początku pomyślałam sobie, że w sumie fajne te kosmetyki, ale pewnie będą kiepskie jakościowo, bo na produkty tych firm zazwyczaj nawet nie spoglądam w drogerii. Jednak zabrałam się do testowania.

1. Cienie do powiek HYPOAllergenic firmy Bell.
Faktycznie sypią się dosyć mocno i kruszą i kolory nie do końca wyglądają na powiekach tak, jak na paletce, niemniej jednak odcienie fajne i przydatne, szczególnie ten ciemny, także na plus! :D

2. Korektor HYPOAllergenic firmy Bell w sztyfcie (najjaśniejszy odcień).
Totalnie nie spodziewałam się, że istnieje coś idealnie w kolorze mojej cery. No naprawdę, nakładając to wyglądam tak, jakbym nakładała drugą skórę. Co prawda ściera się szybciej niż bym sobie tego życzyła, ale efekt początkowy super! Najfajniejsze co dane mi było dotychczas nakładać na cienie pod oczami. Ale i na inne rzeczy fajnie się nakłada i siedzi.

3. Zielona baza pod podkład matujaca, Make Up BASE firmy INGRID.
Delikatnie tonuje czerwoności, trzyma się, ale zamiast matowić, to mnie dosyć szybko przetłuszcza :'D Prawdopodobnie to jest związane ze słynnym błędnym kołem matowienia - im bardziej próbujemy matowić, tym bardziej skóra potrzebuje nawilżenia i produkuje sebum. Niemniej jednak, używam na zmiany trądzikowe, coby czerwoności przykryć z lekka.

4. Olejek arganowy do włosów firmy JOANNA.
Niestety u mnie zero efektów, ale może zbyt mało razy użyłam |D no i tylko na końcówki.
Pięknie pachnie.

5. Brightening Facial Mask - maseczka rozjaśniająca w płachcie CATTUA.
TO JEST PO PROSTU HIT.
Pierwsza maseczka w płachcie, która faktycznie sprawiła, że widać było poprawę od razu na drugi dzień!!! Naprawdę, jestem nią zachwycona i muszę kupić jej więcej <333
Dostępna w HEBE, tyle się dowiedziałam.


Także.. cudowny prezent, jestem mega zadowolona i bardzo fajnie mieć te rzeczy.. no i takie fajne koleżanki :3

niedziela, 16 lipca 2017

Lubię to! - Caffe Latte


Będąc ostatnio w mojej ukochanej Warszawie, miałam okazję spotkać się z koleżanką z pracy. 
Poszłyśmy do "Lubię to!" pod Złotymi Tarasami. Często przechodziłam tamtędy i chciałam wejść, jednak zawsze coś innego mnie zajmowało, dlatego też kiedy nadarzyła się okazja, z radością przystanęłam na wybór tego miejsca.
Ja wybrałam kawę, ona piwo, co prawda, ale to nic :D 

Zamówiłam Latte. Jednak podano mi coś, co przypomina raczej cappuccino. I teraz nie wiem, czy to oni się pomylili, czy faktycznie tak wygląda ich latte.
Niemniej jednak, wygląda ładnie.

I SMAKUJE DOBRZE!

Naprawdę byłam zadowolona. Siedziałyśmy sobie na zewnątrz, przy stoliku, sączyłyśmy każda swoje, było ciepło i miło. Krzesła dosyć niewygodne, ale później przesiadłyśmy się na małą sofkę nieopodal. Nie denerwowały nas nawet tabuny ludzi przetaczające się dookoła.
Jedyne co mnie od czasu do czasu drażniło, to dym papierosowy innych klientów lokalu. Jestem niepaląca, no ale mogłam się spodziewać, że jeśli siada się na zewnątrz, to jest się na to narażonym.

Tak czy siak, kawa była bardzo dobra i z chęcią bym do niej wróciła :)


PS. Nie zaliczam kawy z McDonald's w poczet moich kawowych poszukiwań, choć może to niesprawiedliwe, jednak nie oszukujmy się, ta sieć fast foodów raczej nie należy do kawowych. Niemniej jednak melduję, że spróbowałam tej mrożonej kokosowej i była dobra. Naprawdę! Była dobra, ale do momentu, kiedy przy dnie już zebrała się sama woda z kostek lodu. Fe |D

piątek, 14 lipca 2017

Kosmetyki miesiąca 1 - BIELENDA Rose Care


Na kosmetyki tej linii skusiłam się, kiedy byłam chora i nie wiedziałam jak ogarnąć swoją cerę, która nagle zrobiła się przewrażliwiona i wyskakiwały na niej straszne rzeczy.
Poza tym miałam wrażenie, że kiedyś mówiła mi o nich moja przyjaciółka, dobre rzeczy to były.

Wobec czego postanowiłam zdecydować się na początek na Wodę różaną.
TO BYŁ STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ!

Pięknie koi, jest delikatna, łagodna, miła, ładnie pachnie, usuwa naprawdę wszystkie zanieczyszczenia, jakie tylko się da no i w ogóle, zaprzyjaźniłyśmy się <3

Zachęcona takim fajnym działaniem jednego kosmetyku, podjęłam się próby następnego. Padło na Nawilżający krem różany. I tu, niestety.. jakaś skucha :<
Nawilża, to fakt. Dobrze nawilża. Ale przy tym.. jakoś przetłuszcza skórę. Niestety, zaczerwienienia stają się jeszcze czerwieńsze, a cera szybko zaczyna się świecić.

Cóż, wygląda na to, że krem albo komuś odstąpię, albo będę czekała na lepsze dla nas czasy |D


PS. Postów o kosmetykach będzie w tym miesiącu 3, bo jako że miałam w czerwcu urodziny, to dostało mi się parę paczek z różnymi .. :3

O włosach rzeczy dwie


1. 
Jak w tytule. Rzecz pierwsza jest taka, że ogarnęłam wreszcie użytkowanie owej pasty do włosów, nadającej popielaty kolor odcieniom żółtym (Artego - Color Shine Mask - Pearl wpis: tutaj!, wobec czego na 2-3 dni mam na głowie dokładnie taki kolor, jaki od dawna chciałam mieć! Ładny stonowany popielaty blond. Ideaaaaalny.
Niestety po 2-3 dniach się zmywa, wobec czego zabieg co jakiś czas trzeba powtarzać. Co jakiś czas, bo nie wiem, czy też włosów nie niszczy.
Niemniej jednak, jestem dumna z tego, jakie efekty jestem w stanie tym osiągać SAMA, bez dodatkowej wizyty u fryzjera, do czego moja fryzjerka mnie ciągle namawiała |D
("przyjdź jak ci się farba spierze, to dołożymy znowu toner!" - czyli: "przyjdź, daj piniondz")

2. 
Próbowałam robić tę fryzurę już wcześniej, ale teraz wróciłam do tego i staram się ją "szlifować" :'D Mojemu Marcinowi się podoba. Mi trochę mniej, to znaczy, to zależy od tego, jak akurat WYJDZIE .. xD
Niemniej jednak, zawsze to jakiś krok do przodu..!